Relacja - Zofia Sokolnicka

Gdańsk 25.06.2007
Stan wojenny - wspomnienia związane z Podziemnym Radiem Solidarność

W ogromnym skrócie.

Pawła Napieralskiego poznałam u Doroty Hepner. Gdy dowiedział się, że jestem z Gdańska zapytał oględnie czy mogłabym przywozić czasem "coś" z Gdańska i ewentualnie odwrotnie. Po chwili namysłu wywlokłam z sąsiedniego pokoju walizkę pełną książek i bibuły. Potem potoczyło się już bardzo szybko. Paweł wciągnął mnie do Radia Solidarność. W skład mojej grupy wchodzili: Paweł Napieralski, Przemo Dębowski, Jarek Urbański i ja. Oczywiście szefem była Jaga - Jadwiga Sulikowska. Po aresztowaniu Pawła i "kłopotach" Przema i Jarka grupa odrodziła się w zmniejszonym składzie: Jaga, Mariusz Pokryszka i ja. Pomagała nam też późniejsza żona Mariusza - Małgosia.

Pamiętam moment składania przysięgi. To był dla mnie ważny moment. Nie pamiętam tekstu roty; na pewno Jaga miała go na kartce i czytała, a ja po niej powtarzałam. Byłam wzruszona. Pamiętam też, że oprócz oczywistych sformułowań i odniesień do Boga, zobowiązywałam się, że na czas działalności w strukturach nie będę piła alkoholu ani uczestniczyła w imprezach towarzyskich. Zdaje się, że zobowiązanie to wynikało z kiepskich doświadczeń z SB. [SB zabiło{?} jakiegoś działacza "skrapiając" go alkoholem, a podali informację, że spadł ze schodów po pijanemu...?].

Niestety nie mogę sobie przypomnieć miejsc, z których były nadawane audycje. Zresztą świadomie je zapominałam... Było jakieś mieszkanie w kamienicy na tyłach parku Kasprzaka - Willsona i jeszcze nadawałam od Marola - Marioli Włodarczyk (wieżowiec na Sołaczu). Chyba poszły jakieś odbicia, bo byliśmy wszyscy bardzo zaskoczeni na jak ogromnym obszarze było nas słychać. Staraliśmy się nie korzystać powtórnie z mieszkań, z których były nadawane audycje. Pamiętam, że ciągle potrzebne były nowe adresy, a zdobycie ich było bardzo trudne..

Na antenie wystawianej za okno wieszało się ręcznik. Niby, że się suszy pranie...
Jednego dnia Jaga pojawiła się z doskonałym pomysłem: chleb przekrojony na pół i wydrążony w środku. Tam chowany był później sprzęt do nadawania. Chyba było trochę bezpieczniej. Nigdy nie nagrywałam tekstu audycji. Mój głos jest bardzo charakterystyczny, łatwo go zapamiętać.

Mam wrażenie, ale nie jestem pewna, że tego dnia kiedy wpadł Paweł Napieralski, miałam nadawać ja, ale z jakiegoś powodu to się zmieniło. Wiem na pewno, że długo miałam poczucie winy. Może niepotrzebnie...

Jestem pewna, że jeden nadajnik przekazaliśmy do Gdańska, gdzie był używany. Pośrednikiem w Gdańsku był mój Ojciec - Jerzy Sokolnicki - i chyba Pan Władysław Dobrowolski. Tą samą drogą zorganizowane zostało spotkanie z Lechem Wałęsą. Był na nim Jarek Urbański - "MŁODY" i Przemo Dębowski - "KAMELEON".

Z tą grupą mam jeszcze wspomnienia związane z "poligrafią". Wiadomo - ulotki, kalendarze i chyba nawet jakaś książka (Wł. Bukowski?). Przez jakiś czas (parę miesięcy?) drukarnia mieściła się w piwnicy kamienicy na tyłach Ambasady USA, przy ulicy Nowowiejskiego. Był jeszcze lokal na Podolanach, na Zakopiańskiej. Tam robiliśmy "nadruki" na kopertach prześmieszną techniką. Trzeba było pocierać łyżką do zupy kopertę przyłożoną do stempla. Inne techniki się nie sprawdziły. Zrobiliśmy tego ogromną ilość.

Jednego roku miałam legalnie załatwioną pracę na targach poligraficznych - w punkcie informacyjnym. Przeżyłam kompletny szok, bo nie rozpoznałam sprzętu do sitodruku. Tak bardzo różnił się od naszego.
Miałam tam zorganizować co się da. Niewiele mi się udało - rozmawiałam z Francuzem - szefem stoiska francuskiego, był bardzo przejęty gdy mu wyłuszczyłam sprawę. Pokazał mi, że wszystkie puszki z farbą, które tak mnie kusiły, były puste - nie pozwolono im wwieźć pełnych. Zdobyłam tylko trochę kaset magnetofonowych, które wtedy były bardzo cenne. A po targach dostałam jeszcze parę metrów siatki od Adama Makarewicza z Warszawy. Też bardzo cenne.

Przez jakiś czas, razem z Małgosią i Mariuszem Pokryszką należeliśmy do Rady Koordynacyjnej Radia Solidarność w Poznaniu.
Przy okazji obchodów 30-tej rocznicy Czerwca 56 mieliśmy na terenie kościoła Matki Boskiej Bolesnej mały straganik, (kto był ze mną?). Na wierzchu były jakieś legalne (chyba) dewocjonalia a pod spodem, podziemne rocznicowe pocztówki, bibuły itd, a z innego źródła (Maciej Cielichowski) jeszcze mieliśmy medale pamiątkowe.
Wychodząc stamtąd po południu, nastąpił moment, kiedy byłam najbliżej wpadki. Byłam otoczona przez 5 UBeków, sama z dowodami rzeczowymi. Właściwie to nie wiem jak się Maćkowi Kłosowi udało wyciągnąć mnie z rąk ubeków. Chyba byli nie mniej zaskoczeni niż ja.

Był też punkt kontaktowy na książki i bibułę. Mieścił się w mieszkaniu, w kamienicy przy skrzyżowaniu Dąbrowskiego i Roosevelta. Obsługujący punkt mężczyzna miał przezwisko Szczepan.
Chyba z Młodym (Jarosław Urbański) chodziliśmy malować ulice... a może to było z Maćkiem (Piotr Babiński)...

Zofia Sokolnicka

Zobacz inne strony w tej sekcji

Zbysław Kaczmarek |
| ... ... ...