Relacja - Paweł Napieralski

Moje pół roku w Radio Solidarność Region Wielkopolska .

Moje wspomnienie z okresu prawie półrocznego działania w podziemnym radio dotyczyć będzie 5 osób, ponieważ tyle liczyła grupa, do której należałem - grupa, która tworzyła wtedy Radio Solidarność Region Wielkopolska.

Do Radia Solidarność Region Wielkopolska wstąpiłem w czerwcu 1984 roku. Grupa właściwie wtedy nie istniała, a nowy zespół organizowała Jadwiga Sulikowska. Mój przyjaciel Stachu Gołaski wiedział, że działam w opozycji (rozrzucałem ulotki, kolportowałem najróżniejsze materiały, jeździłem jako kurier do Warszawy). Kiedyś zapytał mnie, czy nie chcę pracować dla Radia Solidarność. Już parę dni później po raz pierwszy spotkałem się z Jagą. Było to na ulicy Słowiańskiej. Długo chodziliśmy w okolicach osiedla Pod Lipami i rozmawialiśmy. Jedno z kolejnych spotkań miało miejsce w parku Gagarina znajdującym się pomiędzy osiedlami Wielkiego Października i Kosmonautów. Uczestniczył w nim również mężczyzna. Miał wygląd typowego opozycjonisty - bujna broda, wąsy, okulary. Nie wiem kto to był, Jaga też nie pamięta. W każdym razie jego rola jako uczestnika spotkania była ściśle określona. Wtedy właśnie składałem przysięgę, a on był świadkiem. Był to dla mnie był to bardzo przejmujący, ważny, podniosły moment. Rotę odczytywała Jaga, ja powtarzałem kolejne zdania, świadek nie wypowiedział chyba ani jednego słowa, a po zakończeniu procedury, od razu w milczeniu odszedł.
Nie pamiętam dokładnie teksu roty przysięgi. Jedyny egzemplarz, napisany odręcznie przez Jagę został zniszczony natychmiast po moim aresztowaniu, przez właścicieli mieszkania, z którego nadawałem, a w którym to mieszkaniu pozostawiłem przed wyjściem wszystkie karteczki, notatki, notes i tekst przysięgi.
Ja byłem pierwszym, oczywiście po Jadze, członkiem grupy, krótko po mnie dołączyli Przemysław Dębowski - wtedy po ukończeniu szkoły średniej odpracowywał wojsko, w wartowni w jednostce wojskowej przy Stalingradzkiej - naprzeciw hotelu Polonez, Zofia Sokolnicka, studentka socjologii na WNS UAM oraz Jarosław Urbański - również student socjologii. Przema znałem z demonstracji, poza tym mieszkaliśmy w tym samym osiedlu Wielkiego Października. Uznałem, że będzie odpowiednim człowiekiem. On polecił Jarka Urbańskiego, na Zochę trafiłem trochę przypadkowo u znajomych. Grupa była skompletowana. Na przyjęcie kolejnej osoby musieli wyrazić zgodę wszyscy dotychczasowi członkowie grupy.
Wracając do teksu przysięgi, wiem od Jadwigi, że byliśmy pierwszą grupą, która była w ten sposób budowana. Nie pamiętam tekstu roty, zapamiętałem jednak, że zakładaliśmy walkę z komunizmem do osiągnięcia niepodległości, że zobowiązywaliśmy się dochować tajemnicy i nie rozmawiać z nikim na temat tego co robimy w podziemiu, musieliśmy ograniczyć do minimum kontakty z innymi grupami - wtedy przestałem jeździć do Warszawy jako kurier. Przysięga z drugiej strony dość szczegółowo regulowała nasze zachowania codzienne. I tak, przysięgaliśmy np., że nie będziemy pić alkoholu i nie będziemy brać udziału w tzw. imprezach towarzyskich. Rota kończyła się zawołaniem: „Tak mi dopomóż Bóg". Sam akt składania przysięgi był dla mnie naprawdę bardzo ważnym momentem.
Szefową grupy była Jaga, ja byłem jej zastępcą. Chcieliśmy i byliśmy grupą mocno zakonspirowaną - np. kontakty z TZR utrzymywała tylko Jaga. Grupa miała nieocenioną pomoc ze strony taksówkarza Romka - ani Jadze, ani mi nie udało się do tej pory go odnaleźć. On, białym Renault 16 woził nas z nadajnikiem z jednej części Poznania do innej, traktował nas jak zwykłych pasażerów, po wejściu do taksówki włączał taksometr i rzucał: dokąd? Mówiłem np. poproszę na Matejki, on jechał, miał włączone radio, słuchał muzyki, pogwizdywał sobie. Po dojechaniu na miejsce pytał, czy to koniec trasy, czy ma poczekać, prosiłem aby poczekał około 20 minut, po tym czasie wracałem - już po emisji - do samochodu i podawałem kolejny adres. Zasady bezpieczeństwa przez nas określone wymagały, aby - w związku z dużym stresem, który towarzyszył emisji audycji - przy emisji były zawsze dwie osoby, a z jednego mieszkania mieliśmy nadawać tylko jeden raz - chodziło o utrudnienie namierzenia. Z różnych powodów zasad tych nie mogliśmy przestrzegać, łamaliśmy je ponieważ mieszkań było zbyt mało, a członkowie grupy mieli też inne zajęcia. Dlatego bardzo niewiele audycji nadawaliśmy w dwie osoby.

SPRZĘT
Dysponowaliśmy zgrabnym, niewielkich rozmiarów, ale mocnym nadajnikiem - 20W - konstrukcji braci Ciernioch. Nadawaliśmy na fonii I programu telewizji. Mieliśmy radiomagnetofon marki Kasprzak. Wszystko mieściło się w siatce i torbie-raportówce, nie były to wielkie pakunki, nie powinny zwracać uwagi przechodniów.

EMISJE
Nie pamiętam ile audycji nadaliśmy. Na pewno pierwszą audycją w tym składzie była okolicznościowa, związana z rocznicą porozumień sierpniowych. Emitowaliśmy ją około 8 razy w ostatniej dekadzie sierpnia. W tej audycji spikerami byliśmy we dwoje - Jaga i ja. Później audycje nagrywała Jaga z Przemem Dębowskim - miał lepszy głos. Teksty redagowaliśmy wspólnie (wkład miała cała grupa) z materiałów, które przynosiła Jaga. Audycja rozpoczynała się charakterystycznym dla naszego radia sygnałem, był to fragment „Ballady o Janku Wiśniewskim", którą śpiewała Krystyna Janda. W tle brzmiał utwór, a głos kobiety (Jagi) informował: „Tu Radio Solidarność Region Wielkopolska, słuchacie Państwo audycji Radia Solidarność Region Wielkopolska, życzymy dobrego odbioru", po tym zaczynała się merytoryczna część audycji.
Inną, szczególną była audycja poświęcona w całości ks. Jerzemu Popiełuszce. Była to nie tylko ze względu na zawartość wyjątkowa audycja. Trwała ona ponad 18 minut - zasady bezpieczeństwa wymagały, aby audycje nie były dłuższe niż 12 minut, poza tym była to jedyna audycja, która słyszalna była w odległości 50 km od Poznania - we Wronkach. Trzecią audycją, którą zapamiętałem z powodu jej wyjątkowości była poświęcona rocznicy Powstania Listopadowego. Po kolejnej emisji tej audycji - 28 listopada 1984 roku zostałem aresztowany, razem z nadajnikiem i pozostałym sprzętem.

WYDAWNICTWO
Nasza działalność w Radio wychodziła poza czynności związane bezpośrednio z funkcjonowaniem radiostacji. W planach mieliśmy wydawanie dwutygodnika informacyjnego. Na krótko przed moim aresztowaniem dysponowaliśmy kompletem sit, dużą ilością papieru, mieliśmy za sobą pierwsze próby druku z wykorzystaniem pasty komfort. Wcześniej drukowaliśmy bardzo dobrej jakości ulotki, m.in. zawierające apel TZR na 31 sierpnia 1984 roku - format A4; wydaliśmy apel na 1 listopada prosząc o pamięć o ofiarach komunizmu, wydrukowaliśmy też kalendarz na 1985 rok. Wszystko co drukowaliśmy sygnowane było przez Agencję Informacyjną Radia Solidarność Region Wielkopolska.

SB
Tego, że poznańska SB bardzo stara się złapać kogoś z Radia nie musiał nam nikt mówić. To było dla nas oczywiste. Sprawą podziemnego radia w poznańskim oddziale IPN zajmuje się Przemysław Zwiernik. Od niego wiem, że radiem w Poznaniu zajmował się radiokontrwywiad, a SB w Poznaniu dysponowała najnowocześniejszymi, jak na owe czasy, pelengatorami. W poznańskich archiwach IPN znajdują się dokumenty, które świadczą o tym, że SB mnóstwo pracy wkładało w rozpracowanie radia. Tam znaleźć można stenogramy audycji, terminy nadawania, relacje funkcjonariuszu SB, ormowców, czy tych, którzy odczuwali obywatelski obowiązek poinformowania SB o tym, że audycja była słyszalna w ich mieszkaniu. Z dokumentów tych wynika, że radio było słyszalne w Poznaniu bardzo dobrze, o tym świadczyły też emocjonalnie przekazywane relacje w tramwajach, czy autobusach dnia następnego po emisji. O tym jak ważne było zatrzymanie kogoś z podziemnego radia niech świadczy też fakt, że o wpół do pierwszej w nocy, w parę godzin po zatrzymaniu mnie, do siedziby SB przyjechał naczelnik wydziału śledczego SB w Poznaniu - pułkownik Jeleń i to on osobiście przesłuchiwał mnie jako pierwszy.
Kogoś z radia trudno było zatrzymać, ponieważ nadawanie było czynnością bardzo bezpieczną. Audycje nadawaliśmy z mieszkań. Wtedy nie było jeszcze anten zbiorczych, prawie każdy telewizor podłączony był do anteny zamocowanej na dachu lub za oknem. Anteny odbiorcze wykorzystywaliśmy jako nadawcze. Na ewentualność braku możliwości korzystania z takiej anteny posiadaliśmy swoją, wykonaną z dwóch aluminiowych rurek. Z tego rozwiązania korzystaliśmy jednak sporadycznie.
Staraliśmy się aby audycja nie trwała dłużej niż 12 minut, czas ten jednak zawsze przekraczaliśmy. Rozłożenie i spakowanie sprzętu trwało po ok. 0,5 minuty. Chwilę zajmowało zejście do taksówki, która odwoziła emitera z miejsca emisji. Dokładnie pamiętam obrazki, które widziałem po opuszczeniu mieszkania Macieja Greli i Grażyny Strykowskiej. Po wejściu do samochodu wyjechaliśmy z Wybickiego na 28 czerwca, po przejechaniu kilkudziesięciu metrów mijaliśmy wolno poruszającą się kolumnę złożoną z kilku samochodów esbeckich i bud załadowanych zomowcami. Obrazki jak z filmu dotyczącego czasów okupacji niemieckiej i... niesamowite emocje.

MIESZKANIA
Jak wspomniałem audycje nadawane były z mieszkań, o które wtedy było bardzo trudno. Dzisiaj gdy o tym opowiadam często słyszę: „że też nie zwróciłeś się wtedy do nas". Wszystkich mieszkań nie pamiętam, szczególnie utkwiło mi w pamięci jedno. Sytuacja dotyczyła jednej z ostatnich moich emisji. Gdy ustaliśmy listę mieszkań Jaga zaproponowała lokal znajdujący się przy ul. Ułańskiej, na drugim piętrze. Adresu dokładnego nie pamiętam. Postawiła jednak warunki. Miałem tam iść sam. Klucze od mieszkania miały znajdować się pod wycieraczką, a w mieszkaniu nie miało być nikogo. Powiedziała też, że po wejściu do mieszkania, w pierwszym pomieszczeniu po prawej stronie znajduje się pokój z telewizorem. Była tam też antena, z której miałem skorzystać. Po emisji klucze miałem odłożyć pod wycieraczkę. Na koniec Jaga powiedziała, że jeśli zostanę zatrzymany w trakcie emisji, lokatorzy wszystkiego się wyprą, a ja zostanę oskarżony dodatkowo o włamanie. - I co, bierzesz? Zapytała. - Oczywiście - odpowiedziałem. Gdybyśmy tego mieszkania nie wykorzystali, wypadła by nam jedna emisja. Stres jaki towarzyszył nadawaniu tej emisji był wyjątkowy.
Mówiąc o lokalach, które dostawaliśmy do dyspozycji, chcę skorzystać z okazji i podziękować oraz złożyć wyrazy uznania osobom, które pozwalały nam ze swoich mieszkań korzystać. Teraz, po latach może wygląda to inaczej, ale wtedy naprawdę był to z ich strony akt wielkiej odwagi.

Zostałem aresztowany 28 listopada 1984 roku, ok. godziny 19.45 po wyjściu z bloku nr 6 na os. Wielkiego Października. Audycję nadawałem z mieszkania nieżyjących dziś Felicji i Henryka Dębowskich, rodziców Przemysława Dębowskiego. W areszcie spędziłem ok. 8 miesięcy, po czym odbyła się rozprawa sądowa. Zostałem skazany na 1,5 roku więzienia. Krótko po ogłoszeniu wyroku przewieziony zostałem do Strzelina pod Wrocławiem. Z więzienia wyszedłem 3 grudnia 1985 roku. Do pracy w podziemnym radio już nie wróciłem.

Paweł Napieralski

Zobacz inne strony w tej sekcji

Mariusz Pokryszka |
| Piotr Ciernioch