Relacja - Marek Klejnotowski

W wielkim skrócie: okres działania prawdopodobnie 1987 rok lub 87/86.

Moja krótka przygoda z radiem zaczęła się od prób zorganizowania sprzętu na własną rękę. Nic z tego nie wyszło tzn. prawie. Dostałem od pewnego człowieka parę sztuk krótkofalówek, ale ze względu na parametry i brak możliwości znalezienia kogoś, kto by chciał je przestroić, sprawę zaniechałem. Krótkofalówki "pojechały" do Gdańska, może tam sie przydały, do dziś nie wiem.

Po jakimś czasie zostałem umówiony w domu państwa Dębowskich na spotkanie z pewna panią, której nie znalem. Pamiętam, że miała buty dość "ocieplone" i paliła papierosa. W pokoju grało radio, żeby zagłuszyć ewentualny podsłuch. Trzeba pamiętać, że było to parę lat po sprawie Pawła Napieralskiego, którą znałem z opowieści dużo wcześniej.
Pani zadała mi parę pytań o rodziców, etc. i na tym sie zakończyło. Po jakimś czasie chyba dość długim, prawdopodobnie rok 1987 (?) spotkałem Przema Dębowskiego, który zapytał czy chcę działać w "RADIO SOLIDARNOŚĆ". Oczywiście, że chciałem. Zadanie polegało na nadawaniu audycji nagranej na kasecie. Kaseta była odtwarzana za pomocą "walkmana" podłączonego kablem na mały "jack" do nadajnika. Nadajników były dwa rodzaje (te, które widziałem). Pierwszy to metalowa skrzynka wielkości prostownika, obudowa z blachy, z zewnątrz wyglądała jak na fotografii nr 15, ale była 4 razy większa i na pewno cięższa. Miała wejście audio na magnetofon (stary typ wejścia), włącznik zasilania (raczej metalowy, na zdjęciu plastik), wejście na antenę (brązowy kabel, miękki, rozchodzący sie na dwie strony, jeśli się nie mylę), dziura na strojenie. Ta właśnie dziura na strojenie nie była moim zdaniem punktem mocnym, ponieważ element w środku chodził dość luźno i mógł powodować rozstrojenie w czasie transportu. Z tego, co pamiętam, to był to chyba nadajnik TV, ale na program drugi(?).

Drugi nadajnik był lżejszy, posiadał zewnętrzny radiator i był podobno produkcji zachodniej. Nastrojony na program trzeci UKF. Do transportu używałem torby sportowej+rakieta do tenisa.
Krótko potem Przemo zapytał czy nie znam kogoś, kto mógłby nagrywać audycje, bo on jest "spalony" i jego nagrania są już na SB, jako materiał dowodowy. Do nagrywania był używany magnetofon polski z tzw. wieży oraz mikrofon zewnętrzny, też produkcji polskiej. Audycje nagrywała pani Maria Drojecka-Rafińska, na podstawie tekstu dostarczonego przez Przema.
Jedyny przypadek, kiedy nagrywaliśmy z Przemem jakąś audycję, nastąpił z powodu choroby czy wyjazdu pani Rafińskiej, nagrywałem ja lub też Przemo Dębowski, który przyszedł do punktu nadawania, wyjątkowo powodu nie pamiętam. Miejsce to było mieszkaniem państwa WALISZEWSKICH na osiedlu WINIARY. Ludzi, których bardzo milo wspominam.

Zostałem ostrzeżony przez Pawła Waliszewskiego, że piętro niżej mieszka pracownik MO. Był to, jak się okazało, ojciec jednej z koleżanek z kręgu znajomości "wspinaczkowych" (zbieg okoliczności).
Dodam, że ludzie, do których przychodziłem na "nadawanie" nie znali moich personaliów ani innych danych. Przedstawiałem sie jako "Rysiek" "w sprawie naprawy lodówki" (teraz chyba można ujawnić to hasło?). Ludzie byli zazwyczaj ciekawscy i musiałem wymyślać rożne historie że pracuję w fabryce albo też studiuję na politechnice itd.

W dwóch przypadkach nie doszło do audycji, raz u jakiejś dziewczyny, już w dniu nadawania musiałem wracać. Drugi przypadek to pan, który dostał "głuchy telefon" przed audycja a jako że już miał kiedyś kłopoty to się zestresował i po ukryciu sprzętu w piwnicy musiałem sie wycofać, na jego prośbę. Przemo wtedy się lekko zdenerwował, bo czekał przy radiu i słuchał listy przebojów programu trzeciego specjalnie na okazję naszej audycji. Zespół "Marillon"(??) był wtedy na pierwszym miejscu. Było to dość daleko dla mnie, ale na szczęście dwa razy w późniejszym okresie mogłem skorzystać z pomocy pana mieszkającego w okolicach ulic Kościelnej, Kochanowskiego. Pan ten wiózł mnie na miejsce lub po sprzęt. Nie wiedział, co wiezie ani nie znał moich personaliów. Miał wnuczkę studentkę bodajże socjologii. Poza tym poruszałem sie tramwajami i autobusami na własny koszt, poza wydatkami na baterie do walkmana nie było innych wydatków poza własnym czasem, ale to się nie liczyło.

Pamiętam z tamtych czasów, że większość ludzi była obojętna na jakiekolwiek działania lub się bała o stanowisko, układ w środowisku. Mieszkania, z których nadawałem, były chyba wszystkie namierzone wcześniej przez SB przy różnych sprawach związanych z Solidarnością, oprócz mojego czy kolegi na os. Kopernika.
Nigdy nie miąłem żadnej wpadki, choć raz w późniejszym okresie jeden nieostrożny człowiek przywlókł za sobą kogoś aż do mojego wejścia w bloku. Innym razem mieliśmy wizytę MO w środku nocy, ale okazało sie że ojciec zgubił pusta łuskę od broni myśliwskiej i jakiś "obywatel" doniósł, że w samochodzie leży "nabój". Obeszło się bez skakania, ale okno już było otwarte (1. piętro).

Najpoważniejsza sprawa to do końca niewyjaśniona rzecz rewizji u kolegi mojego brata. Z jakiś przyczyn (przywleczony przez kogoś "ogon" jw.) musiałem schować sprzęt na parę dni poza domem a że było to niedaleko i pewnie, to nie informując, co to jest, oddałem nadajnik "prostownik" na przechowanie. Niestety osoba ta została zatrzymana mylnie w sprawie rzekomych kradzieży radia samochodowego. W czasie rewizji podobno milicjant nawet trzymał w ręku nadajnik, ale że kolega brata miał dużo rożnych elementów związanych z elektroniką to zbagatelizowano "zasilacz". Nie wiem czy taka była naprawdę wersja wydarzeń, w każdym razie sprzęt musiałem zabrać.

W sumie audycji nadanych nie było dużo, nie wiem czy przekroczyliśmy liczbę 10 nawet i to licząc te niedoszłe. Audycje były rocznicowe tak jak demonstracje czy msze za ojczyznę. Nie zastanawiałem się wtedy, że równolegle ktoś inny też nadawał i że nie byliśmy wtedy jedyną grupą.
Sprzęt zdałem chyba w 1988 przed wakacjami letnimi a później już nie nadawaliśmy.
Przez te lata, jakie upłynęły pamięć o tym, co robiliśmy pozwalała przetrwać w trudnych momentach. Pozostało wspomnienie o polskim radiu, niezależnym od monopolu władzy.

Marek Klejnotowski, rocznik 1967, wtedy student chemii na UAM.

Zobacz inne strony w tej sekcji

Józef Walczak |
| Marian Wojciechowski