Cztery nadajniki - wspomnienia

Właśnie. Dotychczas pamiętałem to jako fajną anegdotę.
Po emisji Radia oddźwiękiem była dyskusja w pracy. Któryś z kolegów wkroczył z wiadomością że to „sieć czterech amerykańskich synchronizowanych nadajników". W gronie dyskutantów były trzy osoby które mogły znać prawdę [Rafał, Michał i ja]. Ale na szczęście dyskusji o konkretach nie podjęliśmy. Pozostała cicha satysfakcja ,że biorą nas za amerykanów, że synchronizowane i że cztery. Swoje wiedzieliśmy ale nie prostowaliśmy, na szczęście.
Po 25 latach dowiaduję się od Andrzeja Piątka , że pierwsza emisja miała miejsce z czterech nadajników jednocześnie, w czterech miejscach Poznania. Cztery nadajniki jednocześnie - zupełnie tego nie pamiętałem.
Wracając do anegdoty - kto mógł wtedy wiedzieć, że były cztery nadajniki? Że było kilka można wiedzieć z przypadkowych relacji, ale że 4 a nie 3 lub 5? Taką wiedzę mógł mieć ktoś bliski nadającym lub ktoś bliski meldunkom z nasłuchu. Podejrzliwość nie zna granic - także czasowych.
    Co wiem o działaniach Andrzeja w tamtych czasach?
Wiem, że Sylwek wybaczył jemu już stratę kilku krzaków pomidorów!
Andrzej wpadł kiedyś do Sylwka mieszkającego wtedy na obrzeżach Poznania z powielaczem do ukrycia. Ofiarą padła grządka pomidorów gdzie wykopali solidny dół i po owinięciu solidną szklarniową folią powielacz zakopali. Świeżo skopaną grządkę solidnie zlali wodą i wyrównali.
Po kilku dniach zjawił się Andrzej, powielacz już był potrzebny. Pomidory tego nie przetrzymały, innych strat nie było. Czyli Andrzej był aktywny nie tylko przy Radiu. Zawsze był dobrze zaopatrzony w gazetki [ Obserwator Wielkopolski] w kalendarze, znaczki i cegiełki pomocy represjonowanym. Pracowałem w Zakładach Naprawy Sprzęty Medycznego, jeździliśmy sanitarką do szpitali w innych miastach. Mieliśmy możliwość swobodnego poruszania się po Polsce. A w początkowym okresie było to utrudnione. Tą sytuację wykorzystywaliśmy do wymiany prasy podziemnej. Pamiętam, że na Andrzeja zlecenie kontaktowałem się z dziewczyną z Uniwersytetu Warszawskiego. W stercie zdezelowanych stołów miałem wkładać przywiezione pisma do określonej szuflady. Zawartość szuflady miałem przywozić Andrzejowi. Dziewczynę i szufladę pamiętam, gorzej z zawartością. Prasę wymieniałem także u swej Cioci Elżbiety w Warszawie.
Czyli przez Andrzeja odbywały się „międzymiastowe" przepływy informacji.
W późniejszym okresie także międzynarodowe, kiedy chyba w 84 roku przy okazji wyjazdu do Berlina dostałem od Andrzeja nazwisko Wojtka Gruszeckiego .[ po latach się dowiedziałem ,że był sygnatariuszem porozumień sierpniowych]. Od niego przywiozłem notatki na pogniecionych bibułkach w które zawinął pomarańcza. Notatki przekazałem Andrzejowi ale czy pomarańcza też to już nie pamiętam. W czasach legalnej solidarności, chyba przed majowymi uroczystościami wykaligrafowałem solidarnościową czcionką słowo, za przeproszeniem, „socjalizm". To miał być transparent na pochód. Wybił mi to Andrzej z głowy , twierdząc że dla jednej i drugiej strony to nie do przyjęcia. Czyli był lepiej ode mnie wyrobiony politycznie. Wtedy posłuchałem, choć dziś bym dyskutował [Solidarność - prawicowy socjalizm -podyskutujemy?!]
    A poza tym Andrzej dla mnie to głównie Radio.
Od dyskusji z Andrzejem Radio się zaczęło. A potem to on zabierał sprzęt, przywoził do napraw, organizował emisje. Wystarczyło że nieopatrznie dowiedział się ode mnie, że im dłuższa antena tym większy zasięg, a już zjawił się z trzymetrową anteną telewizyjną i z takiej nadawał.
Wystarczyło głośno wspomnieć, że nadajnik można by wmontować w ładowarkę do akumulatorów a już się z taką zjawił. [ używam jej do dziś, ale nie do nadawania..]. Był bardzo ruchliwy wszystkich nas trochę poganiał i mobilizował. A teraz już nie pamięta czy rzeczywiście przenosił nadajnik w chlebie. A mnie tak się kojarzy, że nadajnik - słowo, i chleb - ciało. I się słowo ciałem stało. I mamy cośmy wyśnili, a jeśli nie jest tak jak w snach? Wina snów, braku konsekwencji, braku wytrwałości. Jeśli inni psują nam nasze marzenia to znaczy że im na to pozwoliliśmy. Wina zawsze leży po naszej stronie, i tylko do siebie możemy mieć żal.
        Piotr Ciernioch     27.06.2007